RSS
niedziela, 31 sierpnia 2014

Jak co roku - niezależnie od tego, kto Elblągiem rządzi - złożyłem hołd dziękczynny Solidarności, która w 1980 roku pokazała, że komunę można pokonać, jeśli będziemy... solidarni. To było pierwsze zwycięstwo narodu (!) nad komunistami w całym KDL-u. Bez niego, nie byłoby obalenia muru berlińskiego, aksamitnej rewolucji, upadku ZSRR, a być może dramat Ukrainy rozegrałby się w naszym kraju. 

Niestety, w elbląskim spektaklu pod pomnikiem Ofiar Grudnia 1970 najmniej ważne były wydarzenia z 1980 czy 1970. Najważniejsze była kampania nienawiści prezydenta Jerzego Wilka i jego już nieukrywana niechęć do PO. Usłyszeliśmy więc o oszustach z PO, kubańskich cygarach, słusznym referendum...

O tym, że w Elblągu od dwóch lat jest tablica upamiętniająca Solidarność tamtych czasów też ani słowa. Czy dlatego, że ja (PO!) byłem inicjatorem tego projektu? A może dlatego, że odsłaniał ją Lech Wałęsa, o którym też nie wspomniano?


Dziwimy się, że świat obalenie komuny kojarzy z murem berlińskim, a nie z Solidarnością. Przecież samą Solidarność pogrzebaliśmy naszymi słowami.
I chyba nic dziwnego, że na każdą rocznicę przychodzi coraz mniej ludzi.


Przez większość uroczystości, niedaleko pomnika, z wielką energią, ale bardzo cienkim głosem ujadał mały piesek. Ciekawe, kto o nim będzie jutro pamiętał...

poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Prezydent Elbląga Jerzy Wilk podpisał się pod wnioskiem o organizację referendum, z powodu nierealizowania przez Jerzego Wilka własnego programu wyborczego. To chyba pierwszy we współczesnej demokracji samorządowej przypadek, żeby ktoś robił sztandar wyborczy z niezrealizowania swoich obietnic wyborczych.
środa, 06 sierpnia 2014
Wszyscy ekscytujemy się problemami pod bramkami na autostradzie A1. 2 sierpnia wracałem tą autostradą i widziałem te korki - na szczęście były one po drugiej stronie. Po prostu jechałem pod prąd głównego nurtu do Gdańska zbliżałem się wieczorem, a nie rano.
niedziela, 27 lipca 2014
25 lipca przyjechała do Elbląga prof. Dorota Pyć, by jako przedstawiciel Rządu RP zakomunikować, że tenże rząd właśnie podjął decyzję o realizowaniu programu budowy kanału przez Mierzeję. To będzie największa w dziejach inwestycja na rzecz naszego miasta, realizowana całkowicie za środków rządowych.
czwartek, 06 marca 2014

Kilka dni temu razem z Elżbietą Gelert zorganizowaliśmy w Elblągu spotkanie POrozmawiajmy o Ukrainie z udziałem posła Mirona Sycza. 
Wydawało się wtedy, że sytuacja się stabilizuje. Mówiłem na spotkaniu, że:

  • 70 lat życia w pokoju spowodowało, że nie wyobrażamy sobie wojny, a przecież tuż za naszą granicą wisi ona na włosku,
  • docenić należy, że Polska w okresie „transformacji” nie poszła drogą konfrontacji, tylko drogą „okrągłego stołu”, którą dzisiaj niektórzy uważają za zdradę,
  • niedoskonały twór, jakim jest Unia Europejska trzeba pielęgnować, bo to jest sposób, by ograniczyć groźbę wojny do minimum,
  • solidarność to wielka wartość i teraz - także dla naszej przyszłości - trzeba być solidarnym z Ukrainą.

Nie cieszy mnie, że Ukraina przeżywa dramat, ale warto z tych doświadczeń wyciągnąć wnioski, bo wojna to straszna rzecz.

I dzięki Mironowi Syczowi, że przyjechał do Elbląga i Eli Gelert, że go do tego namówiła.

W załączeniu kilka zdjęć ze spotkania.

 


piątek, 21 lutego 2014

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Elblągu podzielona została na dwie części. Nic nadzwyczajnego, ale słuchając wypowiedzi wyjaśniających ten fakt, trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś nie do końca rozumie jedną z istotnych zasad demokracji lub po prostu próbuje ją zignorować. Mam na myśli zasadę podziału władzy. 

Ta konstytucyjna zasada (art. 10) obowiązuje zarówno na szczeblu Państwa, jak samorządu (art. 169). Rozdzielenie władztwa prawodawczego od wykonawczego wymyślono ponad 300 lat temu (Monteskiusz) i współcześnie jest ono traktowane jako jeden z filarów demokracji, skutecznie chroniący społeczeństwo przed różnymi formami tyranii.

Tyrania kojarzy się nam z brutalną przemocą, której skrajny przykład właśnie oglądamy na Ukrainie. Ale tyrania to także formuła narzucania rozwiązań, np. ekonomicznych, uzasadnianych argumentami, że przecież władza wykonawcza WIE LEPIEJ, co jest dobre dla gminy.

Z takimi przypadkami mamy do czynienia w Elblągu, gdzie zamiast dialogu w procesie tworzenia projektów uchwał, władza wykonawcza postanowiła „wejść w buty władzy uchwałodawczej”,  zignorować radnych  zorganizowanych w specjalnie w tym celu powołaną komisję i przedstawić własne projekty uchwał.

Rzecz dotyczy wysokości opłat w gospodarce odpadami, które zdaniem radnych powinny być niższe niż proponuje prezydent Miasta. Problem jednak nie w wysokości, ale w sposobie prowadzenia dialogu. Po to właśnie wymyślono podział władzy, by nie było można ominąć radnych – czyli organu uchwałodawczego – i narzucić jedynie słusznego rozwiązania, nawet jeśli ma się pewność swojej racji. Do tej racji trzeba radnych – a w skrajnych wypadkach społeczeństwo – przekonać i to jest zadanie dla prezydenta Miasta. Wiem co mówię, bo byłem uczestnikiem koalicji rządzącej, przerwanej przez mieszkańców m.in. dlatego, że o pewnych sprawach władza nie potrafiła rozmawiać ze społeczeństwem.

O ile jednak dialog ze społeczeństwem jest formułą kultury społecznej i politycznej, o tyle uznanie roli Rady Miejskiej jest wymogiem ustawowym, którego omijać nie wolno. Władza wykonawcza po prostu MUSI rozmawiać z radnymi, a nie próbować omijać jej ustalenia.

Tak na marginesie: żenująco brzmi usprawiedliwianie takich postaw koniecznością poprawiania „błędów” poprzednika. Poprzednik też poprawiał błędy poprzednika, a jego poprzednik swojego poprzednika i bez wątpienia następca obecnego prezydenta będzie poprawiał jego błędy. Jednak nikogo nie może to upoważniać do łamania zasad demokracji!


Podobnie rzecz się ma z uhonorowaniem pamięci żołnierzy wyklętych. Próby zaproszenia na sesję powszechnie dziś szanowanego, byłego żołnierza prześladowanego w czasach komunistycznych, by pokazać, że MY chcemy, ale ONI nie wiedzieć czemu grymaszą jest próbą brzydkiego rozegrania prostej w końcu sprawy. Bo przecież nie chodzi o to, jakie miejsce będzie nosiło imię Żołnierzy Wyklętych, ale o to, by uchwała o charakterze honorowym nie miała znamion siłowo wprowadzonej i dzielącej radnych. Nie mam wątpliwości, że taki efekt jest możliwy do osiągnięcia.

Ćwiczyliśmy to podczas nadawania tytułu Honorowego Obywatela Lechowi Wałęsie i odsłaniania tablicy „Solidarności”. Tamte decyzje budziły znacznie większe emocje niż dzisiejsze, ale byliśmy w stanie uniknąć spektaklu niezgody.


Warto więc i można trzymać się zasad, oddając cesarzowi co cesarskie: czyli radnym to, co należy do radnych - nawet jeśli pogarsza to komfort rządzenia.

Jerzy Wcisła

wtorek, 11 lutego 2014

Do tych, co mają tak za tak – nie za nie

bez światło-cienia...

Tęskno mi Panie...

Cyprian Kamil Norwid

 

2 lutego media ujawniły nagranie, w którym poseł Wojciech Penkalski wykrzykuje, że dał na referendum w Elblągu 50 tys. zł, a za chwilę poprawia się, że to partia te pieniądze dała. Ten wydatek nigdzie nie odnotowany stanowi poważne przekroczenie przepisów dotyczących finansowania działalności politycznej w Polsce.

Czy rzeczywiście złamano w tym przypadku prawo? To może stwierdzić tylko prokuratorskie dochodzenie. Najbardziej zainteresowanym przeprowadzeniem takiego dochodzenia powinien być poseł Penkalski, którego z faktu samooskarżenia może uwolnić tylko prokurator. Powinien więc mi więc podziękować, a nie na forum publicznej telewizji przezywać mnie od „poklonów” i oskarżać o to, że „w sposób karygodny atakuję posła i jego rodzinę”.

Bez ingerencji prokuratury nie da się bowiem udowodnić, że poseł mówiąc o nielegalnym finansowaniu kampanii referendalnej, nie mówił o tym o czym mówił, ale o czymś zupełnie innym i bez wątpienia zgodnym z prawem.

Inną sprawą jest rodzący się w tym momencie dylemat, czy poseł, który mówi co innego niż mówi może być posłem? Wszak narzędziem pracy posła są słowa... Co to za poseł, którego „tak” nie znaczy „tak”, a "nie" nie znaczy "nie"? Poseł, który nie potrafi właściwie korzystać ze słowa, jest tak samo przygotowany do pełnienia swej funkcji, jak ja do startu w Soczi w konkurencji skoki narciarskie.


Internet chyba te obawy potwierdza. W najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej, na pierwsze 100 linków z nazwiskiem posła, znajdujemy 11 odesłań do notek biograficznych, 80 do informacji typu: klnie, karany, grozi policjantom, łamie przepisy drogowe i jedynie 9 (!) związanych z działalnością poselską. Wśród tych „merytorycznych” działań zauważono m.in. wystąpienie poselskie w obronie osadzonych w zakładach karnych, atak na samorząd ostródzki i prezydenta z całą watahą z Elbląga, wysypanie fury piachu pod elbląskim ratuszem i to, że został przez kogoś uderzony w twarz.

Warto zastanowić się, czy byłoby możliwe zbudowanie TAAKIEJ biografii poselskiej w kraju, w którym immunitetu poselskiego by nie było, albo byłby reglamentowany tylko i wyłącznie do działań stricte poselskich?

Nie znam przypadku, by immunitet w zasadniczy sposób przyczynił się do skuteczności działań jakiegokolwiek posła, za to bezsprzecznie wybitnie przyczynił się od obniżenia społecznego autorytetu polityka i rosnącej absencji wyborczej. Szkoda, że Platforma Obywatelska nie doprowadziła do końca swojego zamiaru likwidacji tego instrumentu sankcjonującego bezkarność elity polskiego społeczeństwa.

Warto zastanowić się, czy procesu leczenia demokracji i szacunku dla słowa nie powinniśmy zacząć właśnie od likwidacji immunitetu politycznego. Kilku posłów, którzy za obrażanie innych i nie przestrzeganie powszechnie obowiązujących przepisów straciliby zaszczytny mandat stróżów ustroju i porządku prawnego Polski, zrobiłoby dla demokracji więcej niż tysiące billboardów.

środa, 05 lutego 2014

Elbląskie media – jako aktualnego newsa – podały informację o wystąpieniu Pawła Nieczui-Ostrowskiego ze struktur Platformy Obywatelskiej.

Kotlet to mocno odgrzewany, bo Paweł Nieczuja-Ostrowski wystąpił z PO... ponad cztery miesiące temu. Głównym powodem wystąpienia – jak wówczas twierdził – była wola poświęcenia się działalności zawodowej, z akcentem na pracę naukową.

Skąd zatem – ponad 120 dni po fakcie – pojawiła się wola oskarżania Platformy Obywatelskiej, że nie spełniła jego oczekiwań? Ponoć pretekstem są „nieścisłości medialne” co do powodów jego odejścia z PO. Próbowałem znaleźć owe „nieścisłości medialne”, na które MUSIAŁ zareagować Paweł Nieczuja-Ostrowski. Nie znalazłem.

Dowiadujemy się także, że był rozczarowany polityką partii jako całości, marginalizowaniem Elbląga, szantażowaniem działaczy i stylem pracy w PO „na naszym podwórku”. Sprawy ewentualnego rozczarowania Platformą Obywatelską nie da się skwitować jednym zdaniem. Sam często miewam wątpliwości, dotyczące polityki centralnej jak i tej „na naszym podwórku”.

Wiem jednak jedno. Partia to nie jakiś tajemniczy i bezosobowy twór, ale coś co tworzą jej członkowie. Elbląskiej rzeczywistości nie wykreowano w Warszawie, niczego nie narzucił nam Donald Tusk, ale nasi liderzy: Nowaczyk, Gelert, Wcisła, Czyżyk... i od pewnego czasu także Nieczuja-Ostrowski. Co ciekawe, żadna z wymienionych wyżej osób nie bije się w cudze piersi, tylko w swoje szukając powodów, które najpierw dały nam mandat władzy, a później nam go odebrały. Żadna – z wyjątkiem Pawła Nieczui-Ostrowskiego.

Co istotne, to po tym trudnym okresie, tak dziś negatywnie opisywanym przez Paweła Nieczuję-Ostrowskiego, on sam wystartował z list Platformy Obywatelskiej w wyborach samorządowych. Nikt go do tego nie zmuszał, ani niczym nie szantażował. Dlatego rezygnację złożoną we wrześniu przyjąłem z żalem, ale i z szacunkiem dla wyboru innej drogi życiowej niż partyjne zaangażowanie. Dziś widzę, że chodziło o coś zupełnie innego.


Często mówimy o zakłamaniu i braku etycznej wrażliwości wśród polityków. Będzie tych oskarżeń mniej, jeśli społeczeństwo zacznie bać się obieżypartyjniaków, którzy z łatwością moralizują oraz wskazują winnych i co chwilę zmieniają szyld, zamiast wziąć także na siebie odpowiedzialność, posypać głowę popiołem i naprawiać to co się popsuło. Kto odchodzi się z drużyny, gdy ma ona kłopoty nigdy nie będzie wiarygodnym partnerem. Dla nikogo – chyba, że dla podobnych do siebie.

Czy to nie dziwne, że najgorętsi krytycy PO, bez żenady przyjmowali poważne i nieźle płatne funkcje od partii, a krytyką zaczęli się parać dopiero wtedy, gdy im się stołek obsunął? Tak w skali krajowej postąpił Jarosław Gowin, który politykę PO autoryzował jako minister sprawiedliwości, a teraz totalnie PO i rząd, których był członkiem krytykuje. Tak postępuje Paweł Nieczuja-Ostrowski, który z ramienia PO był wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej w Elblągu.

Jerzy Wcisła, przew. PO w Elblągu

środa, 08 stycznia 2014
Poseł Wojciech Penkalski notorycznie łamie prawo. Ów członek Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego jest prawdopodobnie rekordzistą w łamaniu przepisów ruchu drogowego., ale opowiada, że chce odpowiadać za swoje czyny. Krępuje go jednak immunitet poselski, uniemożliwiając mu ponoszenie odpowiedzialności.
wtorek, 29 października 2013
Z Tadeuszem Mazowieckim spotkałem się raz: w Krynicy Morskiej. Ale znacznie ważniejszy był dla mnie kontakt z tym, co Mazowiecki mówił i pisał jako katolik i redaktor "Więzi". Wieść o śmierci Tadeusza Mazowieckiego dopadła mnie w drodze do Warszawy, gdzie przez dwa dni zajmowaliśmy się przyszłością Bałtyku. A, że mieszkałem w hotelu przy Krakowskim Przedmieściu, kiry w bramie Uniwersytetu Warszawskiego prowokowały do myśli o ostatnim premierze PRL-u i pierwszym premierze III RP.
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi